No i nadeszła ta wiekopomna chwila: czy to stany depresyjno-maniakalne ostatnich dni, czy spleśniałe powietrze sączące się wilgotnymi drobinkami wewnątrz czaszki rozsadzając ją od środka jak stado krasnali zaopatrzonych w gumowe młotki. Stuk-stuk-stuk, niosą się echem w mej pustej głowie ich rytmiczne uderzenia. Może to występ Mandaryny w Sopocie, może to gorzka żołądkowa w żyłach, może to demony . . .
Nadeszła wiekopomna chwila. Choć to pewnie ja, myśląc o swych niecnych czynach, manipulacjach, samouwielbieniu, w całym tym egocentrycznym bimbaniu z życia wzniosłam siebie samą na piedestał by móc takie wiekopomne w moim mniemaniu chwile przeżywać? Samozwańczy, nieśmiertelny wódz kosztowania życia tak aby nie uronić ani kropli rozejrzał się i zobaczył rozdeptane kapcie, iluzje, kłamstwa i postanowił, że oto nadeszedł czas zrzucenia pstrokatej maski - czas powrotu do szarych szeregów przeciętności.
Historia opisana w tym blogu jest prawdziwa, przynajmniej częściowo.
Choć oparta na kadrach związku heteroseksualnego nie powinna być odbierana jako nimfomańska grafomania, a raczej manifest przeciwko nietolerancji, głupocie i braku zrozumienia, że w gruncie rzeczy wszyscy jesteśmy ludźmi i wszystko czego pragniemy to odrobina czułości.
Jestem zmęczona - odchodzę. Eda.
Historia nie musi mieć początku, a tym bardziej szczęśliwego zakończenia.
skomentuj (18)
Czasami mam ochotę rozpierdolic szybę w samochodzie sąsiada, tym pieprzonym wypolerowanym cacku z kopa utrącić lusterko podgrzewane, w swej niezwykle technicznej pamięci pamiętające ostatnie położenie. Czasami mam ochotę tulipanem z butelki wykroić krwisty napis. Czasami mam ochotę nie być sobą, nie być zboczoną lesbijką bez przyszłości i widoków na nią; bez rodziny i z nie przekazanym potomstwu nazwiskiem. Czasami mam ochotę sprawiać ból, rozdzierać ciało płodne rozbryzgując je po ścianach naszej sypialni. Skąd tyle agresji. Znowu zamykam się w sobie. A zarazem ekshibistionistycznie zaczynam pisać.
Szaleństwo wisi w powietrzu. Jak dym z kolejnego skręta. Już pojutrze do pracy. Rozpierdolić.
Bita śmietana zaschnięta na dywanie, stosy butelek;ugotowałam rosół i siedziałyśmy całe przedpołudnie z butelką słodkiego wina. Dokumentalny film o kotkach, chyba na jedynce, nie pamietam i nasze okrzyki zdumienia... oooo, jakie śliczne. Małe niebieskie oczęta, zupełnie jak jej wpatrzonej w moje usta plotące coś bez ładu i składu. Obiadek. Rosołek z klopsikami, malutkimi zaplątanymi w kluskach, długich i rosołowych. Więcej wina, lekkiego tegorocznego, ciekawe czy faktycznie przyjechało z Francji, tyle tam ludzi umarło z upałów i na tych upałach dojrzały owoce, których sfermentowany sok sączyłyśmy spokojnie w ciepłym i przytulnym gniazdku... nie mówiąc wiele chyba zdrzemnęłyśmy się po obiadku zakończonym rytualnym papierosem, a właściwie cygaretką o smaku wiśni, która z Francji, poprzez dziwne skojarzenie przeniosła mnie do dalekiej Azji... uwielbiam sushi.
Robię na drutach długi szalik, jak zobaczycie w Waszym mieście szalone dziewcze z pręgowanym monstrum na szyi poznacie, że to ja... chyba, że blond włosy zdradzą Annę, moją kochankę.
Pozdrawiam!
Wczoraj urządziłyśmy wielką imprezę Sylwestrową. Wielki tort sylwestrowy, wysokie kieliszki i cały balkon szampana i mocniejszych trunków. Anka rozwiesiła ozdoby, ja przygotowałam sałatki i czipsy. Zaproszenia imienne rozesłałyśmy mailem zaznaczając iż będzie to Szalony Babski Sylwester z Orgietką (miałbyć to taki pazur, szalony haczyk, okazał się bardzo skuteczny). Odebrałam 15 potwierdzeń od bliższych i dalszych znajomych, kilka pytań czy osobą towarzyszącą może być chłopak: oczywiście, że nie, ma być to w końcu babski bal.
Przyszło 18 dziewczyn, kilka hetero,bardzo zestresowanych i nie bardzo wiedzących o co nam chodzi. Rozlałam pierwsze drinki i wraz z nimi atmosfera sie rozluźniła. Zdziwiły się gdy w przejściu pocałowałam czule kilka bliższych znajomych. Zapaliłam świece i przed dziesiątą siedziałyśmy w grupkach śmiejąc się ze sprośnych dowcipów. Kilka par, tańczyło na "parkiecie" w rytm zmysłowej muzyki. Zmysłowość par i rumieńce na twarzach gości robiły się coraz bardziej gorące w miarę rosnącej pod moim stolikiem "barmana" górki pustych butelek.
Palaczki zaatakowały balkon, łazienka była zajęta i byłam pewna, że słyszę w niej więcej niż dwa głosy. Przed dwunastą wszelkie podziały dotyczące preferencji seksualnych zatarły się całkowicie i Nowy Rok powitałyśmy całując się przeciągle i gorąco w usta. Wystrzeliły szampany, wystrzeliły petardy na naszym balkonie (ups, jedna zbita szyba, niewielki bilans strat), wystrzeliły pulsujące w łazience ciała...
Hucznie było: do rana sącząc szampana (=straszny kac) śmiałyśmy się do rozpuku z karykaturalnego występu Sylwi i Alicji, które odstawiły genialny striptiz wciągając do zabawy bardziej nieśmiałe koleżanki. Trochę żałowałam, że nie zaopatrzyłam nas w kamerę, mogłabyć świetna pamiątka na Nowy Rok: dziewczyny leżały na "parkiecie" polewając się bitą śmietaną z pojemniczków, które tajemniczo wywędrowały z lodówki (podejrzewam, że był to pomysł Anki). Lizały się i całowały namiętnie. Ktoś pojękiwał coraz głośniej, a gdy weszłam do pokoju okazało się, że to najbardziej małomówna Kaśka leży w drgawkach rozkoszy na sofie ledwo widoczna spod ust i rąk pieszczących jej ciało.
Przygasiłam światło. Anka czekała na mnie w sypialni gdzie świętowałyśmy powodzenie naszego pomysłu na imprezę.
Teraz odsypiamy kaca-ja wstałam na małego klina, bo to dla mnie najlepsze lekarstwo.
Teraz wracam przytulić się do mojego ciepłego ciałka, które czeka na mnie w łóżku.
Najlepszego!
Wrócę wrócę wrócę, powtarzam sobie raz po raz gdy wchodzę na swojego własnego bloga: jak mogłabym zawieść swoich czytelników, chcących z zapartym tchem śledzić moje dzieje: najgorsze, że przyzwyczaiłam ich do nadzwyczajnych losów edzi, jak mogłabym teraz nagle pisać o gotowaniu obiadów, chodzeniu do pracy czy robieniu przedświątecznych porządków?? Milczenie, niepisanie, nie z niechęci ale z ukojenia powszednością i codziennością, której szarość jest mi nie nudą, a ukojeniem. Zatapiam twarz w łonowcach łaskoczących i liżąc srom zastanawiam się na ile sposobów mogę to opisać. Tym bardziej, że wielu nie znajduje w tym miłości, a jedynie brudny umysł skory do fantazji. Mam nadzieję, że nadchodzący rok będzie lepszy i szczęśliwszy i owocny. Życzę tego zarówno WAM jak i SOBIE ;)
Anka odsypia wczorajszego sylwestra, przygotuję sobie małego drinka i wracam opisać jak nam minął ten wyjątkowy wieczór roku. Narazie pozdrawiam!
"...Miesiąc temu moja historyczka odeszła na emeryturę i jej miejsce zajęła młoda kobieta, świeżo po studiach. Swoją urodą podbiła naszą szkołę, jej ciemne włosy i brązowe oczy jeszcze na długo pozostaną w pamięci uczniów... . Chociaż historia jest dla mnie jednym z najbardziej nudnych przedmiotów zaczęłam uwielbiać te lekcje...zamiast słuchać o wojnach, pokojach, rozbiorach i powstaniach przypatrywałam się pani profesor dokładnie...jej energiczne ruchy, śliczna twarz i jędrne piersi nigdy nie pozwalały mi się skupić... . Na jednej z lekcji, gdy właśnie zachwycałam się jak to jej do twarzy w tym obcisłym sweterku jej głos doszedł do mnie w zwolnionym tępie "Joy, zostań proszę po lekcji, dobrze?" bardzo zaskoczona zdołałam tylko skinąć głową...do końca lekcji siedziałam jak na szpilkach, wiedząc co mnie zaraz czeka...musiała zauważyć jak się jej przyglądam...musiała... . Gdy już
wszyscy opuścili klasę, podeszłam do jej biurka z miną niewiniątka pytając o
co chodzi.Powiedziała, że co lekcję mnie obserwuje i widzi w jaki sposób na
nią patrzę, chciałam się tłumaczyć, ale nim zdążyłam coś powiedzieć, ku mojemu zdziwieniu zamknęła mi usta długim, namiętnym pocałunkiem....wiedziałam, że muszę to przerwać, ale nie miałam sił, tak bardzo jej pragnęłam... odwzajemniłam pocałunek i zastanawiałam się jak sprawa potoczy się dalej... okazało się, że długo nie musiałam czekać, historyczka rozpięła mi bluzkę i szybkim, wprawnym ruchem pozbyła się stanika. Wiedziałam, że drzwi są otwarte i że w każdej chwili ktoś może wejść, ale ta świadomość podnieciła mnie jeszcze bardziej... Nagle Aga (bo tak ma na imię) pchnęła mnie na biurko, jedną ręką pieściła moje piersi, a drugą mocno do siebie przyciskała. Gdy poprosiłam ją o więcej jej ręka
zjechała w dół, rozpięła mi spodnie i wślizgnęła palce między moje bardzo ociekające już wargi... kilka szybkich ruchów i odnalazła moją perełkę
doprowadzając mnie do ekstazy.... opadłam całym ciałem na biurko, wstrząsał mną skurcz, ale nie trwało to jednak długo, co wynikało z chęci odwdzięczenia się mojej sprawczyni rozkoszy. Wstałam i przycisnęłam ją do ściany, podniosłam jej swetr do góry, nie miała stanika, gryząc, liżąc i drażniąc jej sutki sprawiłam, że stwardniały i napęczniały. Pozostawiłam ją opartą o ścianę, a sama uklękłam przed nią i rozpiełam jej spodnie. Gdy moja ręka już zbliżała się do jej łona zadzwonił dzwonek....nie był to jednak
szkolny dzwonek, ale dzwonek do drzwi. Z niechęcią przerwałam swoje fantazje
i poszłam na dół, aby sprawdzić kto przyszedł. W drzwiach stał Marcin... "cześć kochanie, przyszedłem po tego obiecanego buziaka ".... wciągnęłam go do środka: "masz czas?", spojrzał na mnie pytająco, ale kiwnął głową, że tak, w odpowiedzi rzuciłam się na niego i zawlokłam do sypialni, po drodze rozbierając....a zamiast jednego buziaka dostał całą noc..."
zamieszczono fragment listu za zgodą autorki:
Joy (heteroseksualnej dziewicy)
Przeprowadziłam się do Ani. Stąd to milczenie: woziłyśmy moje graty dwoma autobusami i chociaż nie było tego zbyt wiele skończyłyśmy dopiero wczoraj wieczorem. Później, nie zważając na powstający w przedpokoju bałagan leżałyśmy na sofie oglądając "Jeźdźca bez głowy" na Tefałenie. Film pełen zalet bo oglądając go z kochanką można się przytulać w najstraszniejszych momentach. Przytulałam się wiec do Anki, a ona przytulała się do mnie. Nie dowiedziałam się niestety dlaczego jeździec ścinał głowy bo te nasze ściskanki przerodziły się w pocałunki z czasem coraz bardziej namiętne. Pieściłyśmy się gdy Anki palce wplotły się w moje włosy łonowe...
Znowu się zapuściłaś-syknęła ponownie wbijając język w moje usta. Przypomniałam sobie jak kiedyś mnie goliła-wielkie podniecenie i wielki ogień rozpalił się we mnie na nowo.
Będę grzeczna, Aniu ogolisz mnie?-wystękałam wciąż czując jej palce przesuwające się po moim kroczu, które było już ociekająco mokre. Nie odpowiedziała: wbijała palce głębiej i głębiej, poruszając nimi coraz szybciej odnalazła mój magiczny punkt posyłając przez ciało spazmy jakby dotykała mnie kablem wysokiego napięcia a nie swoją szczupłą dłonią. Błagałam, żeby przestała ale ona wciąż wprawnie manipulując sprawiła, że trwałam na krawędzi orgazmu nie mogąc go osiągnąć. Był tuż tuż, a moje pulsujące i drgające mimo mej woli ciało domagało się szczytu.
Wyjęła dłoń, zsunęła się niżej i skubiąc eksplodujące sutki zagłębiła twarz między moimi udami. Wessała się w moją wilgoć, łechcąc mały trójkącik ukryty między wargami.
Nadszedł. Przeżyłam każdą milisekundę tego orgazmu jakby to był rok mojego życia. Nie wiem ile trwała moja nieświadomość otoczenia ale kiedy ocknęłam się Anka leżała przytulona obok mnie gładząc moje rozczochrane włosy.
Film się już skończył.
Ale cała noc była przed nami.
Korzystając z tego, że Ania jeszcze śpi-
opowiadam.
Ostatnio całą uwagę poświęcam Ance: to robi się niemalże chorobliwe ale jest nam tak dobrze-
-powstrzymam się od opisów: potrafię podzielić się seksem. Pozostać anonimowa i wyrzucić z siebie to co robi na mnie duże wrażenie i co jest dużą i istotną częścią mnie.
-ale nie potrafię zmierzyć się z ujawnieniem tego jak przejawia się moja miłość do NIEJ. Bo jak opowiedziec o drobnych sprawach, gestach, spojrzeniach. Jak je ująć w słowa. Rozstanie sprawiło, że wyrosłyśmy z drobnych gierek.
Ach-jutro znajdę napewno minutkę i wszystko Wam opowiem.
Co do krytyki mojego bloga i mojej osoby: zawsze witam ją z otwartymi ramionami. Nie wywalam komentarzy ani wpisów, nawet jeżeli są obraźliwe. Proszę tylko krytykujcie konstruktywnie.
Dla jednych fałsz jest rzeczywistością, a dla innych rzeczywistość fałszem...
-a ja żyję swoim życiem i nie zamierzam tego zmieniać.
Ani się leczyć.
Oki, dosyć roztrząsania.
W mojej cipce
cała ona,
w jednej chwili
oswojona,
w mokrej tonie
mej odchłani,
moja CIPKA
dla mej ANI...
Jestem bardzo pijana i bardzo ją kocham. Ona kocha mnie... Upojona tą myślą liżę jej soczysty owoc zanurzając się coraz głębiej w jej
PICZY
Uwielbiam całą sobą i rozpacz ginie w obliczu takiego spełnienia...
Jej pośladki blisko mojej twarzy, jej kręcone blond łonowce na moim nosie. Nie ma jak kochanie na własność. Monopol na sex. Wyłączność na miłość.
Cały dzień piję. Zdrowie zmarłych. Nie znoszę tego święta... Ku ich pamięci i mojej rozpaczy. Anka pije ze mną i tuli mnie do piersi. Ich już dawno nie ma i nic nie pomoże... POMOŻE BO POMAGAĆ... jakie to wszystko nic nie warte. Wzbić się w przestworza i zostawić co ludzkie na ziemi. Zapalcie lampkę za Edytę. Ja zapalę za WAS.
skomentuj (5)
Nasze pierwsze kochanie. Poszłam pod pracę Anki, nieumówiona i czekałam na siarczystym zimnie tracąc zajęcia specjalizacyjne. Wyszła, nie podnosząc wzroku z czerwonego bruku chodnika ruszyła przed siebie... biegłam, biegłam na skróty przez skwer i wyszło tak, że gdy musiała zatrzymać się na światłach dla pieszych wpadła prosto na mnie.
-Czekałaś na mnie kocie?
Gwałtownie jak małe dziecko pragnące łakocia potrząsnęłam głową, że tak.
-Bardzo dzisiaj kocie zimno, choć do mnie, rozgrzejemy się...
Jak w transie pokonałam drogę na Mokotów: pilnowałam jej nóg jak psiak wiernie podąrzający za swoją panią. Anka mówiła, a ja potakiwałam. A gdy w końcu byłyśmy w windzie, obróciła się twarzą do mnie i całując namiętnie (ach przypomniał mi się nasz pierwszy dzień razem, patrz notatka z kwietnia) wsunęła dłoń pod bluzkę...
Wysłała mnie do gorącej kąpieli, a sama zrobiła grzane czerwone wino z goździkami. Leżałam w wannie i czekałam na nią, marząc, żeby jak dawniej pieścić jej ciało białe jak pachnąca piana. Długo jej nie było, trochę obrażona i nadąsana postanowiłam wyjść. Wdziałam jej krótki szlafroczek i...
SZOK. Wkroczyłam w ciemność i tylko znajomość rozkładu mieszkania pozwoliła mi bezbłędnie trafić do salonu. Otworzyłam drzwi i....
SZOK. Długie świece i małe świeczki, drgającym intymnie światłem przeganiały ciemność. Na sofie ONA: w prześlicznej bieliźnie na jakby trochę wychudzonym ciele, włosy odrzucone do tyłu, błyszczące oczy... wino w glinianych baryłkach parujące zapachem korzennych przypraw.
Szlafrok sam jakby zsunął się z moich ramion. Usiadłam obok niej całując jej smukłe ramię. Pozostała nieruchoma. Przeniosłam swój pocałunek na pierś, drażniąc jej sutek przez cieniutką warstwę biustonosza. Zsunęłam go powoli i zaczęłam ssać jej pierś, która robiła się coraz bardziej nabrzmiała i twarda.
Miałam ochotę wylizać ją całą, od stóp do głów, sprawić by wiła się podemną w wielokrotynych orgazmach i błagała o więcej.
Anka drgnęła i rozkazującym gestem położyła mnie na plecach. Przeszła od razu do sedna: rozgarnęła meszek i zaczęła błądzić językiem między wargami, trochę chaotycznie, przechodząc niżej i wyżej. Znalazła miejsce zawsze najwrażliwsze i drażniła je aż poczułam ból. I rozkosz. Chciałam ją poczuć w sobie, jej palce, jej dłoń. Błagałam o to, a ona spijała te błagania przesiąkniętymi moim intymnym zapachem ustami z moich ust nie przestając ciągnąć i pocierać moich warg sromowych.
Kochałyśmy się jak nigdy wcześniej: wygłodniałe kocice, a zarazem kochające się i wrażliwe na swoje potrzeby. Wydoroślałyśmy w czasie rozłąki. Sam jej dotyk sprawiał, że nie pragnęłam niczego więcej, jej pocałunek, że nie zależało mi na seksie...
Grzane wino wystygło ale i tak było pyszne. Opróżniłyśmy butelkę, nadal niewiele mówiąc trochę wyczerpane zasnęłyśmy wtulone w siebie aby obudzić się w środku nocy napalone na siebie jeszcze bardziej.
Seks rozespany jest troche nierealny i bardzo podniecający.
Cały dzień wczorajszy spędziłam przed lustrem. Rozlałam jakieś 80 zł podkładu do twarzy, złamałam kredkę do oczu, jakimś cudem zdołałam rozmazać szminkę na bielutkim sweterku kupionym specjalnie żeby się podobać JEJ. Wogóle to straszny cyrk był z naszym spotkaniem.
Wysłałam JEJ niewinnie brzmiącego SMSa:
GORĄCE POZDROWIENIA W ZIMNY PAŹDZIERNIKOWY RANEK PRZESYŁA EDYTA.
Wymyślenie tych ośmiu słów zajęło mi całe 10 godzin. Przez następne 2 zastanawiałam się nad słowem "pozdrowienia", może lepiej całusy? buziaki? uściski?? wydawały mi się takie mało zaangażowane te pozdrowienia... Gdy w końcu stwierdziłam, że mogą być, ostatecznie, przyszła kolej na "październikowy"...
W końcu jednak doszłam do wniosku, że w ten sposób nie dojdę nigdzie. Olać "pozdrowienia", olać "październikowy": wysłałam go. DZISIAJ U MNIE O 18:00. KOLACJA. BADZ PUNKTUALNIE. A.
No i zaczęło się... łazienka, golenie, kąpiel pachnąca, druga kąpiel z taką ilością płynów, że piana w wannie do dzisiaj leży. Makijaż, jakiś koszmar, pryszcze, rozlany podkład i ta cholerna szminka...
Punktualnie o 18:00 stanęłam przed drzwiami mieszkania, które dzieliłyśmy z Anką przez pół roku i poczułam tremę. Straszną tremę, jakby za tymi drzwiami znajdowała się scena, a przed sceną z milion widzów. Raz kozie śmierć Edyto! Nie bądź takim cholernym tchórzem i naciśnij ten dzwonek...
"Dla Elizy" ryknęło na całą klatkę aż podskoczyłam a serce na chwilę przystanęło. Jak wyłancza się to cholerstwo? Jednym ruchem palca rozpętałam straszne piekło i zrobiło mi się strasznie głupio; co Ankę opentało, że wstawiła sobie takie okropieństwo.
Zatrzeszczało w zamku i poczułam, że robię się strasznie czerwona... "Dla Elizy" doszło już do refrenu kiedy zobaczyłam JĄ. Jak zwykle piękna i pewna siebie z wielkim uśmiechem na ustach wpuściła mnie do środka.
Znowu się zaciął-rzekła przekrzykując powtarzającą się już drugi raz melodię. Wyciągnęła z kąta miotłę i walnęła z rozmachem w dzwonek pod sufitem jakby to był duży robal. Z obrzydzeniem powtórzyła ten sam zabieg jeszcze kilkakrotnie i wkońcu jak urwany hejnał szalony muzyk przestał wygrywać "Dla Elizy"...
Cisza. W uszach pulsująca krew. Spojrzałam na Ankę i stwierdziłam, że wielka gula w gardle nie pozwoli mi się odezwać. Stałyśmy tak w ciasnym przedpokoju, ona z miotłą, ja ciągle jeszcze w kurtce i szaliku.
W końcu to ona podeszła do mnie i objęła mnie szepcząc do ucha:
-W końcu wróciłaś głuptasie...
Rozpłakałam się. Siedziałyśmy czas jeszcze jakiś w przedpokoju na podłodze. Ja w kurtce, miotła koło nas. Anka głaskała mnie po włosach i tuląc do siebie opowiadała co wydarzyło się kiedy mnie nie było.
Ta wizyta połączona była ze śniadaniem :)
Dopiero wróciłam do domu. Narazie jeszcze tu pomieszkam, a może od przyszłego semestru pomyślę o przeprowadzce.
Postanowiłam wziąść się za siebie.
Nie przeczytacie więcej o słabej Edzi.
Czas odbić się od dna.
Może Anka nosi mnie jeszcze w sercu?
Tęsknota+Jesienna Depresja. To wszystko trwa zbyt długo, jak jakas pernamentna tortura. Czy jestem gąsienicą przekłutą ostrą igłą-insektem wijącym się i jakby nieśmiertelnym w swym bólu.
Ona, taka doskonała, czy chciałaby mieć doczynienia z kimś tak obrzydliwym jak ja?? Mam ochotę wyrzygać się na siebie i wyrzucić to obleśne ciało, które doprowadziło do upadku wszystkiego co we mnie ludzkie.
Ona nigdy nie zechce...
...a ja nie śmiem prosić.
maleńka zrób to, zrób to: poczułam mdły zapach perfum pomieszany z ostrą wonią potu i wydzieliny młodo wyglądającej kobiety. Na pierwszy rzut oka okazały biust zwisał bezwładnie gnany porywami grawitacji obijając się o zwisające fałdy skóry. Jej uda pokryte cellulitisem przyciskały mnie do ziemi, a epicentrum zapachów przybiliżało się do mojej twarzy. Poczułam ją jak zakrywa moją twarz pocierając ociekającą cipką po zaciśniętych ustach. Nie mogłam oddychać i już myślałam, że zemdleję gdy usta mimowolnie otworzyły się po oddech życiodajnego powietrza. Połknęłam ją, wargi przywarły do moich zębów; jej włosy łonowe, gęste i czarne łaskotały mnie po nosie...
Poczułam jej palec smagający mnie w kroczu i nagle obrzydzenie i niechęć zminiły się w pożądanie. Pragnęłam by pieściła mnie. Mój wysunięty język zatonął w jej gorącej i pulsującej głębinie. Dźgałam ją nieprzerwanie, a ona wiła się coraz bardziej.
Nie zawiodła mnie: jej starzejące się ciało dało mi roskosz jakiej nie zaznałam od kiedy rozstałam się z Anką.
Znowu anonimowo. Znowu bez uczuć.
Posmarowana kremami odmładzającymi (tak slizgającymi się po palcach, że z miłą chęcią przesuwam po wilgotniejących wargach zamiast po policzkach rosmarowywać), z przypudrowanymi smutkami postanowiłam wyrwać się na polowanie: przecież mam w sobie coś co do tej pory pozwalało poznawać ludzi. Paluszek błądzący po sromie i przemykający w kierunku pulsującego oczka, dlaczego tak trudno się o tym mówi.
Wyszłam do miasta, przemykający ludzie, piękna dziewczyna w metrze wbija we mnie swój olbrzymi czarny wzrok i zagryza usto. Zagryzam i ja, i gdyby nie zbliżający się koniec mojej podróży gra ta trwałaby dłużej. Czuję kruczoczarny wzrok na plecach (mam nadzieję, że nie wydają się jej równie grube i niezgrabne jak mi).
Zakupy zawsze poprawiają humor. (Pragnę ciała drugiej osoby, pocałunków, krocza anonimowego na mej twarzy, śluzu, szału, obcych zapachów, pełnych niepokoju i dziwów niezwykłych). Seksowna bluzka po promocyjnej cenie. Poprawia humor. (A jakże poprawiłby się gdyby dotyk czyjś na moim dawno nie kochanym wiotczejącym coraz bardziej ciele).
Anonimowy seks. Umawiam się przez telefon, miła dziewczyna z ogłoszenia, mam nadzieję, że czysta. Miałyśmy razem iść na zakupy ale nie przyszła. (Duży pełny biust, damski dezodorant, zwykła bielizna, biała).
Otworzyły się drzwi w damskiej przebieralni, damski ciasny i duszny kącik. (Jak cipka, ciasna i nabrzmiała, krwią spulchniona, rządna). Trochę się oburzyłam, cycek wypadł z seksownej bluzeczki, a ja nieporadna stałam obnażona. Podniesione niepewnie oczy spotkały czarne tafle-kobieta z metra, piękne regularne rysy twarzy. Zagryzła usto. Ja też.
Chwilę później wessała się w moje łono, wyciągając ustami ukrytego ślimaczka, który radośnie i w podskokach ruszył w jej stronę. Wbiłam paznokcie w długie włosy i przycisnęłam głowę nieznajomej mocno do swego podbrzusza. Jej palce niezmordowanie błądziły po mym ciele pieszcząc brutalnie sutki, ciągnąc za włoski tu i tam... opuszki palców. Rozkraczyłam nogę opierając ją na krzesełku przeznaczonym do odkładania seksownych bluzeczek. Zagłębiła się, liżąc małe poletko pomiędzy jedną dziurką, a drugą ruszyła głębiej. Jej język zanurzył się w mojej pupie... spazmy. Nie chciałam już tak stać przyparta do muru: wypięłam się jak mogłam najbardziej poruszając rytmicznie pupą, a ona, czarnooka nieznajoma bez słowa lizała i całowała moje wygłodniałe ciało.
Nagle, tuż przed ostatnim drgnięciem, ostatnim spazmem bez słowa wstała, zabrała torebkę i wyszła z dusznej przymierzalni. Ubrałam się (rozogniona) i z wypiekami na twarzy wybiegłam.
Ludzie snujący się po oświetlonym halogenami sklepie-
Nie wiem dlaczego fotka raz jest, raz jej nie ma... przpraszam, wkrotce postaram sie zeby zawsze byla. Tymczasem nowa sonda. Pozdrawiam!
skomentuj (2)
Ach, zwinięta w kłębuszek z rozżewnieniem rozmyślam o Niej, której wciąż nie mogę wyprosić ze swojej wyobraźni. Gdyby weszła teraz do smutnego, szarego świata, który zamieszkuję od chwili rozstania... jej smukłe palce rozchyliłyby moje pośladki, jej język zagłębiłby się tam i zlizał z pulsującej cipki hańbę i wstyd.
Jej smukłe palce zagłębiające się w miekkim ciele. Napinające skórę, wodzące szorstko jak kocie języki, dookoła, rozchylające fałdki sromu, rozgrzebujące w poszukiwaniu rodzynek w serniku, głębiej i głębiej i głębiej do punktu, do guziczka wmontowanego na krańcach wszechświata... wybuch. Jasność. Grzyb atomowy.
Smak jej śliny zmyłby niesmak w mych ustach. Smak jej śliniącej się na mój widok piczki, cieknącej, klejącej się na długich udach, jej śliczne krocze tylko dla mnie. I sutki. Sułtańskie. Jędrne, krągłe piersi tańczące nad moją twarzą, zatykające uszy.
Epizod II. Tęsknota. Mogłaby nawet pokryć mnie jak dawniej, marchewką przeznaczoną do rosołu.
Szła wąską dróżką w iskany ostatnimi promieniami słońca las. Czerwcowe powietrze mieniło się setkami pląsających świetlików: mogło być tak pięknie gdyby nie jego ręce, których tak nie chciała, grzebiące w jej ciele noc wcześniej. Nie potrafiła zmyć obcego zapachu męskiego ciała ze swojej opalonej skóry.
Nadszedł z nikąd. Z czeluści równie pięknej nocy. Księżyc ukryty gdzieś głęboko w swej gwiezdnej gawrze nie oświetlił jego twarzy gdy odwrócił ją na brzuch i ramieniem grubości starzejącego się węża boa i o sile podobnej przytrzymał twarz do poduszki by jej krzyk nie zbudził innych.
Drugie ramie usunęło skąpą bieliznę jakby zrywało pajęczynę okrywającą skarb. Zagłębiło się w bijącym z niej upale i sprawiając ból nie chciało ustąpić. Poczuła nagle na wijącym się w chęci ucieczki ciele dźganie czegoś co jakby chciało przekłuć jej nerki. Ramię wykręciło jej rękę, a dźganie weszło w nią nagle i niespodziewanie-i zawyłaby gdyby nie poduszka zatykająca gardło.
Chwilę potem migały jej świetliki pląsające wesoło gdy biegła dalej i dalej by zanużyć się w lodowatej wodzie jeziora. Pochłonęła ją zgniło zielona odchłań zamykając usta jak wcześniej robiło to anonimowe ramie.
Wracając do moich pierwszych notatek w tym blogu zastanawiam się kim była dziewczyna pisząca słowa, które wtedy zdawały się dokładnie odzwierciedlać wrzące w niej jak lawa uczucia... Może nowa/stara Edzia powinna założyć nowego bloga, założyć nowe życie i zacząć wszystko tak jakby roku 2003 nie było. Tak jak w hotelach nie ma 13 piętra--biała plama w życiorysie, która nie będzie de facto białą plamą ponieważ nikt nie będzie o niej wiedział.
Przerywając bezsensowny potok słów, którym staram się przypudrować swe niecne poczynania, na których upłynęło mi lato staram się wrócić do Was drodzy czytelnicy tak jakby nic się nie zmieniło. Okłamać Was? Czy uznać, że dojrzałość Wasza pozwoli na łagodną ocenę mych postępków-
-każdy ma prawo przeżyć swe życie tak jak chce. Wstydzi się tylko ten co robi, nie ten co widzi. Wam pozostaje więc czerpać jedynie przyjemność z tego o czym Wam opowiem.
Resztę zostawcie tej, która stąpa ścieżką przez siebię obraną.
Resztę osądzą ONI.
Kosmiczne uczucie miłości rozsadzającej od wewnątrz: oblałam sesję i wygląda na to, że czeka mnie powtarzanie roku. Albo przynajmniej większości przedmiotów. Trwam w odrętwieniu: rzuciłam Ankę. Chwilowy kaprys, budowanie pałacu, żeby go zniszczyć, wybić okna, spalić, patrzeć jak dopalają się ostatnie tlące ledwoco kawałki kanapy, na której przeżyło się wiele orgazmów.
W sumie bez powodu, a może powodów było wiele, rozstałam się z moją drugą połową. Obudziłam się i gdy nie poczułam jej namiętnie napinającego się ciała, nie poczułam ręki głaszczącej mnie po mostku, lekko między piersiami, nie poczułam oddechu prawiącego komplementy i zachęcającego do pieszczot... postanowiam uciec. Zanim związek nasz przeistoczy się w katorgę rutyny i czcze przywiązanie.
Usechł kawałek serca, potoczył się po zakurzonej podłodze i już go nie było. Wciąż o niej myślę: przechodzę tymi samymi ulicami, wspinam się po tych samych schodach i ręka zawsze tak samo odmawia posłuszeństwa; nie mogę zdobyć się na to, żeby zadzwonić. Wyobrażam sobie tylko jak otwiera drzwi i stoi ze wzrokiem wbitym w moje opalone łydki. Stoi i patrzy, a w końcu wyciąga ręce, które okrywają mnie w mocnym uścisku.
Narazie pozostawiam to wyobraźni... powoli uczę się żyć bez Anki. Każdy dzień jest nową torturą. Wyobraźnia na zmianę sprawia ból odtwarzając wspomnienia i koi go tworząc najwspanialsze fantazje pozwalające zapomnieć o pustce.
WRACAM Z ZAŚWIATÓW...NIE BYŁO MNIE CZAS JAKIŚ: MAM NA KONCIE KILKA OBLANYCH EGZAMINÓW, KILKA ŁEZ, KILKA ZMIAN W ŻYCIU. PISZĘ WIELKIMI LITERAMI BO I ZMIANY SĄ WIELKIE, WKRÓTCE OPISZE WAM CO SIĘ STAŁO JAK MNIE TU NIE BYŁO. JUTRO, MOŻE POJUTRZE ZNAJDĘ CHWILKĘ...OBIECUJĘ... POZDRAWIAM WSZYSTKICH WIERNYCH, KTÓRZY NIE ZNIECHĘCILI SIĘ MOIM DŁUGIM MILCZENIEM I WCIĄŻ CZEKAJĄ NA NOWE PRZYGODY EDZI. POZDRAWIAM! E.
skomentuj (48)
Wczoraj spędziłyśmy razem popołudnie: dusza się raduje, że po dzienniku jeszcze słonko zagląda nam do okna. Zasadziłyśmy sobie kwiatki w doniczkach. Upaprane ziemią siedziałyśmy na balkonie w naszej małej szklarni. Przez otwarte szyby wpadał cieplutki wiatr pachnący grillem i świeżo skoszoną trawą. Nie rozmawiałyśmy zbyt wiele zaciągając się wspólnym papierosem i popijając ulubione „supermarketowe” wino. Ewelina, za moim przyzwoleniem wciąż jeszcze z nami mieszkająca, zniknęła gdzieś jak co wieczór wsłuchiwałyśmy się więc w ciszy w nasze oddechy.
Czasami Anka mnie onieśmiela: w swich „pracowych” ciuchach, wysokich obcasach...wczoraj jednak jej niesamowita uroda bynajmniej nie przyćmiona śladami ziemi i brudu, starą podkoszulką i brudnymi spodenkami nabrała innego wymiaru. Mogłaby być moją siostrą, spojrzałam na jej śliczne piersi okryte napisem „Sex Pistols” i z wrażenia chlupnęłam w siebie połową kieliszka naraz. Podała mi prawie już dopalonego papierosa i roześmiała się jak mała dziewczynka tworząc w swych policzkach okrągłe dołeczki.
-Hej Edzia, w niedzielę Dzień Dziecka, jak uczcimy tą okazję?
-Nie wyjdziemy z łóżka... –mruknęłam kocim głosem.
-Edyto!!-skarciła figlarnie grożąc palcem-przyzwoite panienki w twoim wieku nie myślą o tym, a przynajmniej nie mówią...-znowu roześmiała się słodko.
-Ja w takim razie jestem bardzo bardzo niegrzeczna. Zresztą mam wadę wzroku: w moich oczach jesteś wielkim batonikiem czekoladowym i grzechem byłoby cię nie schrupać!!!
Dostałam soczystego buziaka. Wieczór bez seksu. Nawet mi się to zdarza. Chociaż przyznam szczerze, że ciężko mi wtedy zasnąć i zwykle kończy się na kąpieli z pianką, zakładaniem nóg na zimnym kranie, małym słodkim wibratorku, który dostałam na urodziny. Od Eweliny. Jest naprawdę słodki: nie wygląda wcale jak marna replika męskich narządów płciowych.
Pewnego dnia bardzo niepewna siebie dziewczyna wstała z ławki w parku i ruszyła powoli przed siebie. Poczuła mrówki przebiegające po kręgosłupie lecz jej myśli zajęte były analizowaniem sytuacji, w której się znalazła. Przeszła więc chwiejnym krokiem przez żwirowy, opustoszały już o tej porze plac zabaw i przystanęła pod przekwitającym kasztanowcem. Muszki, miliony muszek rzuciły się na jej ogorzałe ręce i krążąc nad pachnącym młodością ciałem wgryzały się co raz: lecz ona tak jak na mrówki nie zwracała uwagi na ich ukąszenia. Stała tak odgarniając ze spoconego czoła ciemne włosy i marszcząc czoło, na którym mimo młodego wieku odcinać zaczęła się już pierwsza zmarszczka. Dziewczyna myślała o tym co ją ostatnio spotkało i zastanawiała się czy rozwiązanie, które przychodziło jej codziennie z większą nachalnością do głowy nie okazałoby się rzeczywiście najlepsze.
Miłość jej życia, kochanka, przyjaciółka, konfesjonał czeka na nią gdy ta stoi na skrzyżowaniu ulic, tuż pod blokiem mieszkalnym, z którym związane są najpiękniejsze chwile jej życia. Stoi tak i stoi: światła zmieniają się na czerwone i na zielone i na czerwone i znowu na zielone, a ona tak stoi i czeka. Samochody migają jej przed oczami, rozmazane w pędzie-zawsze dziwiło ją, że pęd wydaje się tak olbrzymi mimo, że przed skrzyżowaniem jest ograniczenie prędkości. W końcu podejmuje decyzję: mrówki i muszki kąsające zagłuszone zostają ciężarem, który opada na jej serce gdy wkracza na jezdnię. Stopa odcina się wyraźnie na białej zebrze częściowo już zatartej, za nią druga, ta już na odchłani asfaltu. Przyspiesza kroku z bijącym sercem dociera na drugą stronę w momencie gdy światło znowu jarzy się czerwienią.
Wspinając się po schodach, w dusznej klatce schodowej, bijące serce oderwało myśli od pędzących samochodów i mimo woli wspomniała napiętą skórę na udach Anki, słodki zapach i smak niepowtarzalny, na długo klejący się do języka. Anka stopniowo coraz mocniej przyciskała do jej ust pęknięty owoc, z którego wylewał się sok rozkoszy; stopniowo coraz mocniej zaciskała uda na jej uszach, w których teraz jak w muszlach wyrzuconych przez morze słychać było tylko szum tętniącej krwi. Jednocześnie ta bardzo teraz niepewna dziewczyna czuła brzuch Anki ocierający się o nabrzmiałe piersi, czuła język niecierpliwie wnikający między jej wargi sromowe, zataczający koła na pulsującej łechtaczce, zlizujący wszelką wilgoć wypływającą z czeluści; czuła usta zamykające w sobie czeluść, wysysające coraz obficiej tryskający płyn jak ptak nektar z kwiatu.
Dziewczyna stanęła na półpiętrze i szybkim ruchem wsunęła dłoń pod spódnicę: mokro. Jakby zdziwiona, że jej palce natrafiły na taki żar, na taką wilgoć nieznośną przejechała niecierpliwie po zaognionym miejscu jakby to ono było źródłem strasznych rozterek od niedawna jej towarzyszących. Trzasnęły drzwi-winda ruszyła z jękiem męczeńskim na jedno z ostatnich pięter. Pokonała kilkanaście schodków dzielących ją od następnego półpiętra i tam znowu przystanęła. Jej ręka jak istota od niej niezależna zanurkowała między nogami i teraz nie pocierała już ociekających klejącą mazią warg: energicznie zanurzyła w głębinach... dwa palce, trzy palce. Rozmięknięte ciało przyjęło ją otaczając swym ciepłem jak matka otacza dziecko. Po kilku ruchach ręka jakby zwróciła kontrolę właścicielce, a ta podniosła upuszczoną na schody torebkę i ruszyła znowu do góry.
Miłość jej życia, kochanka, przyjaciółka, konfesjonał czekał na nią gdy otworzyła drzwi.
Rozmawiałam z Anką... Na pełne dwa dni wyprowadziłam się z domu. Siedziałam u koleżanki w akademiku, w kącie między łóżkiem i szafą, patrząc się w pusty biały sufit i puste białe ściany. Miałam pustkę w głowie.
Nie przewijały się przez nią obrazy szczęśliwych chwil spędzonych razem, nie przewijała się przez nią myśl, że wszystko stracone, nie widziałam nawet oczami wyobraźni Eweliny wtulonej w pierś Anki. Pięknej we śnie. Jej białą skórę odcinającą się od opalenizny Anki i zlewającą z jej białymi trójkącikami pozostawionymi po kostiumie kąpielowym. Nie wyobrażałam sobie co robiły, co robiła Anka, jak ją całowała i pieściła, jak szeptała jej czułe słówka, jak zachwycała się jej pięknem, nurzała w jej ciele i duszy. Nie myślałam o sobie, a może właśnie w głębi myślałam tylko o sobie. Zdradzonej i porzuconej jak szmaciana kukiełka, nieistotnej i zastąpionej w tak prosty sposób. To nic, że żyłyśmy razem, że zdarzał się nam seks w trójkącie. W trójkącie widziałam błysk w oku Anki, czułam jak bardzo ją podniecam: Ewelina była dodatkiem. Teraz ona spijała uwielbienie przeznaczone dla mnie.
Po dwóch dniach przeżytych na łzach, które same cisnęły się do rozchylonych ust, przeżytych w uścisku łóżka i szafy, wyszłam na świat. Postanowiłam walczyć o siebie. Koleżanka zrobiła mnie "na bóstwo" i umówiła na rozmowę, która miała przesądzić o wszystkim.
Spotkałyśmy się w środku miasta. Ona: dojrzała już prawie kobieta, w uniformie pracownika biurowego, surowa, nieugięta...zaraz, czyżby pojawiły się worki pod oczami, a same oczy, zwykle stalowo-niebieskie, czyżby czerwone od przepłakanych godzin? Wybierałam się z misją uwolnienia od tej miłości fatalnej, od tego zauroczenia. Postanowiłam postawić sprawy na ostrzu noża.
Jej wygląd zbił mnie z tropu. Podeszłam niepewna teraz i onieśmielona. Stałyśmy naprzeciwko siebie, takie młode i pachnąco piękne, a tak doświadczone.
-Ewelina postanowiła się wyprowadzić... zaczęła niepewnie Anka wbijając oczy w kolorową kieckę, którą pożyczyłam z akademika.
-Ania, a może byśmy się do Holandii wybrały w wakacje? znajdę pracę... zobaczysz będzie dobrze, damy radę... -zdradzieckie usta powiedziały za mnie coś czego powiedzieć nie miały. Miały być twarde i nieugięte. Miały być złe. Miały ranić. Za karę. W imię odwetu, w imię odzyskania tych kilku chwil w których nie byłam jedyną.
-Choć maleńka, wracamy do domu-wyszeptała tylko, wzięła mnie za rękę i ze spuszczonymi głowami ruszyłyśmy ulicami miasta.
...wiem, że nie ma już po co zbierać kasy na wyjazd do eldorado tolerancji (Kliknij Tutaj)...
...pustka, pustka w głowie...